January Roman - pilot doświadczalny, inżynier, nauczyciel,. 30 czerwca tego roku mija 17 rocznica Jego tragicznej śmierci.
Postać Januarego Romana poznałem z książki „Śmierć Może Poczekać”. Zakochany w lotnictwie pochłaniałem każdą książkę z tym tematem związaną. Miałem to szczęście, że po skończeniu szkoły podstawowej otwarto Technikum Budowy Płatowców w Bielsku-Białej i dzięki temu wszedłem w środowisko ludzi, którzy stworzyli polskie szybowce i poświęcili temu całe swoje życie. Na praktykach szkolnych w Zakładach Szybowcowych zobaczyłem, bo trudno powiedzieć „poznałem” Januarego Romana. Kolejny kontakt, już osobisty, to gdy został wykładowcą osprzętu lotniczego w naszej klasie. Nigdy nie sądziłem wtedy, że za jakieś osiem lat, osobiście przekaże mi pałeczkę i stanę na Jego miejscu za biurkiem ucząc tego przedmiotu.
Minęło parę lat. Skończyłem Politechnikę Rzeszowską i rozpocząłem pracę w PDPS „ PZL-Bielsko” i znowu los dał mi możliwość pracować, uczyć się i zdobywać doświadczenie pod, mogę to powiedzieć, opieką Januarego Romana. Oprócz pracy w dziale prób naziemnych, właśnie dzięki niemu, mogłem w powietrzu brać udział przy powstawaniu ostatnich naszych szybowców, „SZD-55”,SZD-56 „Diany”, SZD-54 „Perkoza”, SZD-59 „Akro”. Wykonałem ostatni hol w historii Zakładów Szybowcowych, jestem z tego powodu bardzo dumny i jednocześnie na myśl o tym ogarnia mnie wielki smutek, że tak łatwo zgasić światło, tak łatwo się grzebie dorobek pokolenia szaleńców zakochanych w chmurach i maleńkich sylwetkach szybowców pod nimi krążących.
Z szybowcem „Acro” związane są moje szczególne wspomnienia. Po pierwszym locie prototypu, zdecydowano się zrobić trochę zdjęć. Do „Wilgi” wsiadł Wojtek Gorgolewski uzbrojony w swoje „lunetki”, no i polecieliśmy. Przebijając się przez chmury, które kończyły się gdzieś na 2000 tysiącach (metrów - teraz latamy w stopach), wyholowaliśmy się na około 3000 tysiące, wyczepienie i rozpoczęła się sesja zdjęciowa. Gdzieś na 2300 metrów Roman powiedział, że przechodzi do lotu odwróconego, a my mamy zbliżyć się, uważając aby się nie „zczepić”. Lecąc skrzydło w skrzydło z pięćdziesiątką dziewiątką lecącą na plecach, Wojtkiem wiszącym na stopniu „Wilgi” pilnowałem tylko utrzymania pozycji w szyku z szybowcem. Wtedy Wojtek zrobił zdjęcie, z którym wszyscy troje byliśmy i jesteśmy sentymentalnie bardzo związani. Przedstawia ono szybowiec SZD-59 sfotografowany z boku, od dołu, oświetlony słońcem i lecący tuż pod podstawą chmur. I tak często publikowane jest to zdjęcie. W rzeczywistości szybowiec leci na plecach, z góry oświetla go słońce, chmury tak na prawdę znajdują się pod nami. Parę sekund potem, lecąc w ciasnym szyku z szybowcem w locie plecowym wbiliśmy się w chmury. Szybko odszedłem w lewo. W końcu znaleźliśmy się na 500 metrach nad Andrychowem. Po około 15 minutach, w krótkich rękawkach, przemarznięci ( z „Wilgi” zdjęto drzwi) usłyszeliśmy zaniepokojony głos Januarego, który pytał gdzie jesteśmy bo dzień się kończy a chciałby zrobić jeszcze jeden lot. W szybowcu, na pasie, gotowy do kolejnego lotu, siedział pilot, który w poprzednim locie przez około 30 minut nie widział ziemi, więc nie mógł wiedzieć gdzie się znajduje, następnie wszedł w chmury w pozycji odwróconej, bez zakrętomierza, bez busoli (tablica fabryczna), przebił się przez około 1200 metrów chmur, wylądował na lotnisku i teraz czekał na zabłąkaną „Wilgę”, bo jeszcze jeden lot trzeba zrobić !!! Zapytałem jak trafił na lotnisko? Odpowiedział, że po prostej według słońca, którego położenie zapamiętał zanim weszliśmy w chmury. Do dzisiaj nie wiem czy mówił poważnie.
Jedno wiem , był to wyjątkowy człowiek, wyjątkowy pilot. Ktoś, kto w locie spacerował na kolanach w kratownicy kadłuba „Gawrona” by sprawdzić co blokuje stery, ktoś kto zgubił skrzydło w próbach szybowca „Jantar” i spokojnie czekał co będzie dalej, a jak się dowiedział, wyskoczył z pikującego jak dzida kadłuba, otworzył spadochron i …. wypadł z uprzęży i też sobie poradził. Ktoś, kto jak powiedział Janusz Karasiewicz*, nie umiał wszystkiego bo nie ma takich, ale niewiele mógł się już nauczyć. Ktoś z kim spędziłem wiele godzin w powietrzu i do kogo miałem zawsze zaufanie. Mimo, że mając wtedy około 350 godzin nalotu i warunki nie raz mnie przerastały, wiedziałem, że z Romanem nic mi nie grozi.
30.06.1995, wychodziłem z biura IKCSP mieszczącego się wtedy na terenie PDPS „PZL-Bielsko”. Na korytarzu spotkałem Janurego Romana.
- Latałeś dzisiaj – spytał,
- Nie, właśnie idę do Aeroklubu, może polatam z uczniami – odpowiedziałem.
- Wiesz, ja już zrobiłem jeden hol z Jackiem (Jacek Żak, pilot doświadczalny w PDPS), a niedługo mam próby na Eolu, do których muszę się przygotować, to wyholuj Jacka i masz moje słuchawki. Zostaw mi je potem na wieszaku w biurze. To lecę - powiedział podając mi rękę.
Prawdopodobnie wielokrotnie podawał mi rękę, ale tylko ten raz utkwił mi tak mocno w pamięci.
Około 21: 30 zadzwonił w moim domu domofon.
Jurek ? - usłyszałem głos **Pana Zielezińskiego – zejdź na dół.
Zszedłem. Przed wejściem stał Pan Zieleziński i ***Adam Kurbiel.
- Janusz nie żyje, zginął dzisiaj przeprowadzając próby w locie Eola. -
Chwila rozmowy, wróciłem do mieszkania – chciało mi się płakać.
Nigdy nie zapomnę Wspaniałego Człowieka, Pilota, Nauczyciela.
Na drugi dzień poszedłem do działu PRÓB W LOCIE w Zakładach. Słuchawki wisiały na wieszaku, tam gdzie je dzień wcześniej powiesiłem. Jacek siedział przy biurku, naprzeciw pustego krzesła. Wszystko niby jak zawsze, ale wiedzieliśmy, że zamknęła się pewna cudowna epoka i my, ci którzy znali Januarego Romana nigdy o Nim nie zapomnimy.
*Janusz Karasiewicz – pilot, konstruktor, człowiek który zbudował mnóstwo tego co lata, wskrzesił samoloty Bu-131 Jungmann, kolega, przyjaciel, jeden z tych największych maniaków Lotnictwa. Zginą śmiercią lotnika.
** Pan Józef Zieleziński, historia polskiego Lotnictwa, instruktor pilot, autor książek na temat techniki lotniczej jak i wspomnień związanych z lataniem gdy nie było GPS’ów.
*** Adam Kurbiel – pilot, instruktor, konstruktor, dał światu „Jantary” a także Moskito. Zginął w wypadku samochodowym. Kolejny człowiek, z którym dobra znajomość, jest dla mnie zaszczytem.
Jerzy Mędrzak
Samolotowy Instruktor, Pilot doświadczalny
|