Do czasu zaktualizowania nowej strony tutaj możesz przejść do poprzedniej wersji

 
  Strona główna
  nowości
  Ludzie lotnictwa
  Z życia lotnisk
  Firmy Lotnicze na Podbeskidziu
  Lotnictwo Wojskowe
  Pokazy Lotnicze
  Muzea lotnicze
  Spadochroniarstwo
  Modelarstwo
  Balony
  Paralotnie
  Lotniarstwo
  Szybownictwo
  Śmigłowce
  Samoloty
  Lotniska
  Odeszli od nas
  Mała Encyklopedia Lotnicza 1938 rok
Sonda
Ulubione tematy :
:: lotnictwo
:: architektura miast
:: przemysł
:: zabytki
:: przyroda
:: dziennik gorgola
:: reportaże
:: inne

Zdjęcie tygodnia


powiększ

Dziennik Gorgola


Dzień 7 - jak hartowała się stal...

Dzień 6 - wspomnienia Bożeny G. o Jacku Lechu

Dzień 5 - jak powstał ULM Moskito

Reklama


   
 
 
Google
Pokaż artykuły w tej kategorii

January Roman Ur. 05.09.1936, zm. 30.06.1993r.

powiększ

powiększ

powiększ

powiększ

powiększ

powiększ

powiększ

powiększ

powiększ

January Roman Ur. 05.09.1936, zm. 30.06.1993r. Link

Link do strony poświęconej Januaremu Romanowi:
http://stara.gorpol.pl/lotnictwo/january/january.html


January Roman Ur. 05.09.1936, zm. 30.06.1993r. Wspomnienie Jurka Mędrzaka

January Roman - pilot doświadczalny, inżynier, nauczyciel,. 30 czerwca tego roku mija 17 rocznica Jego tragicznej śmierci.
Postać Januarego Romana poznałem z książki „Śmierć Może Poczekać”. Zakochany w lotnictwie pochłaniałem każdą książkę z tym tematem związaną. Miałem to szczęście, że po skończeniu szkoły podstawowej otwarto Technikum Budowy Płatowców w Bielsku-Białej i dzięki temu wszedłem w środowisko ludzi, którzy stworzyli polskie szybowce i poświęcili temu całe swoje życie. Na praktykach szkolnych w Zakładach Szybowcowych zobaczyłem, bo trudno powiedzieć „poznałem” Januarego Romana. Kolejny kontakt, już osobisty, to gdy został wykładowcą osprzętu lotniczego w naszej klasie. Nigdy nie sądziłem wtedy, że za jakieś osiem lat, osobiście przekaże mi pałeczkę i stanę na Jego miejscu za biurkiem ucząc tego przedmiotu.
Minęło parę lat. Skończyłem Politechnikę Rzeszowską i rozpocząłem pracę w PDPS „ PZL-Bielsko” i znowu los dał mi możliwość pracować, uczyć się i zdobywać doświadczenie pod, mogę to powiedzieć, opieką Januarego Romana. Oprócz pracy w dziale prób naziemnych, właśnie dzięki niemu, mogłem w powietrzu brać udział przy powstawaniu ostatnich naszych szybowców, „SZD-55”,SZD-56 „Diany”, SZD-54 „Perkoza”, SZD-59 „Akro”. Wykonałem ostatni hol w historii Zakładów Szybowcowych, jestem z tego powodu bardzo dumny i jednocześnie na myśl o tym ogarnia mnie wielki smutek, że tak łatwo zgasić światło, tak łatwo się grzebie dorobek pokolenia szaleńców zakochanych w chmurach i maleńkich sylwetkach szybowców pod nimi krążących.
Z szybowcem „Acro” związane są moje szczególne wspomnienia. Po pierwszym locie prototypu, zdecydowano się zrobić trochę zdjęć. Do „Wilgi” wsiadł Wojtek Gorgolewski uzbrojony w swoje „lunetki”, no i polecieliśmy. Przebijając się przez chmury, które kończyły się gdzieś na 2000 tysiącach (metrów - teraz latamy w stopach), wyholowaliśmy się na około 3000 tysiące, wyczepienie i rozpoczęła się sesja zdjęciowa. Gdzieś na 2300 metrów Roman powiedział, że przechodzi do lotu odwróconego, a my mamy zbliżyć się, uważając aby się nie „zczepić”. Lecąc skrzydło w skrzydło z pięćdziesiątką dziewiątką lecącą na plecach, Wojtkiem wiszącym na stopniu „Wilgi” pilnowałem tylko utrzymania pozycji w szyku z szybowcem. Wtedy Wojtek zrobił zdjęcie, z którym wszyscy troje byliśmy i jesteśmy sentymentalnie bardzo związani. Przedstawia ono szybowiec SZD-59 sfotografowany z boku, od dołu, oświetlony słońcem i lecący tuż pod podstawą chmur. I tak często publikowane jest to zdjęcie. W rzeczywistości szybowiec leci na plecach, z góry oświetla go słońce, chmury tak na prawdę znajdują się pod nami. Parę sekund potem, lecąc w ciasnym szyku z szybowcem w locie plecowym wbiliśmy się w chmury. Szybko odszedłem w lewo. W końcu znaleźliśmy się na 500 metrach nad Andrychowem. Po około 15 minutach, w krótkich rękawkach, przemarznięci ( z „Wilgi” zdjęto drzwi) usłyszeliśmy zaniepokojony głos Januarego, który pytał gdzie jesteśmy bo dzień się kończy a chciałby zrobić jeszcze jeden lot. W szybowcu, na pasie, gotowy do kolejnego lotu, siedział pilot, który w poprzednim locie przez około 30 minut nie widział ziemi, więc nie mógł wiedzieć gdzie się znajduje, następnie wszedł w chmury w pozycji odwróconej, bez zakrętomierza, bez busoli (tablica fabryczna), przebił się przez około 1200 metrów chmur, wylądował na lotnisku i teraz czekał na zabłąkaną „Wilgę”, bo jeszcze jeden lot trzeba zrobić !!! Zapytałem jak trafił na lotnisko? Odpowiedział, że po prostej według słońca, którego położenie zapamiętał zanim weszliśmy w chmury. Do dzisiaj nie wiem czy mówił poważnie.
Jedno wiem , był to wyjątkowy człowiek, wyjątkowy pilot. Ktoś, kto w locie spacerował na kolanach w kratownicy kadłuba „Gawrona” by sprawdzić co blokuje stery, ktoś kto zgubił skrzydło w próbach szybowca „Jantar” i spokojnie czekał co będzie dalej, a jak się dowiedział, wyskoczył z pikującego jak dzida kadłuba, otworzył spadochron i …. wypadł z uprzęży i też sobie poradził. Ktoś, kto jak powiedział Janusz Karasiewicz*, nie umiał wszystkiego bo nie ma takich, ale niewiele mógł się już nauczyć. Ktoś z kim spędziłem wiele godzin w powietrzu i do kogo miałem zawsze zaufanie. Mimo, że mając wtedy około 350 godzin nalotu i warunki nie raz mnie przerastały, wiedziałem, że z Romanem nic mi nie grozi.
30.06.1995, wychodziłem z biura IKCSP mieszczącego się wtedy na terenie PDPS „PZL-Bielsko”. Na korytarzu spotkałem Janurego Romana.
- Latałeś dzisiaj – spytał,
- Nie, właśnie idę do Aeroklubu, może polatam z uczniami – odpowiedziałem.
- Wiesz, ja już zrobiłem jeden hol z Jackiem (Jacek Żak, pilot doświadczalny w PDPS), a niedługo mam próby na Eolu, do których muszę się przygotować, to wyholuj Jacka i masz moje słuchawki. Zostaw mi je potem na wieszaku w biurze. To lecę - powiedział podając mi rękę.
Prawdopodobnie wielokrotnie podawał mi rękę, ale tylko ten raz utkwił mi tak mocno w pamięci.
Około 21: 30 zadzwonił w moim domu domofon.
Jurek ? - usłyszałem głos **Pana Zielezińskiego – zejdź na dół.
Zszedłem. Przed wejściem stał Pan Zieleziński i ***Adam Kurbiel.
- Janusz nie żyje, zginął dzisiaj przeprowadzając próby w locie Eola. -
Chwila rozmowy, wróciłem do mieszkania – chciało mi się płakać.
Nigdy nie zapomnę Wspaniałego Człowieka, Pilota, Nauczyciela.
Na drugi dzień poszedłem do działu PRÓB W LOCIE w Zakładach. Słuchawki wisiały na wieszaku, tam gdzie je dzień wcześniej powiesiłem. Jacek siedział przy biurku, naprzeciw pustego krzesła. Wszystko niby jak zawsze, ale wiedzieliśmy, że zamknęła się pewna cudowna epoka i my, ci którzy znali Januarego Romana nigdy o Nim nie zapomnimy.
*Janusz Karasiewicz – pilot, konstruktor, człowiek który zbudował mnóstwo tego co lata, wskrzesił samoloty Bu-131 Jungmann, kolega, przyjaciel, jeden z tych największych maniaków Lotnictwa. Zginą śmiercią lotnika.
** Pan Józef Zieleziński, historia polskiego Lotnictwa, instruktor pilot, autor książek na temat techniki lotniczej jak i wspomnień związanych z lataniem gdy nie było GPS’ów.
*** Adam Kurbiel – pilot, instruktor, konstruktor, dał światu „Jantary” a także Moskito. Zginął w wypadku samochodowym. Kolejny człowiek, z którym dobra znajomość, jest dla mnie zaszczytem.

Jerzy Mędrzak
Samolotowy Instruktor, Pilot doświadczalny


Losowe zdjęcia


powiększ

powiększ

powiększ

powiększ

powiększ

powiększ

Imprezy lotnicze


VII Piknik Lotniczy Euroregionu Beskidy 4 i 5 września 2010r.

Śląski Lotniczy Festyn Służb Mundurowych - Katowice Lotnisko Muchowiec 28 sierpnia 2010r.

Piknik Lotniczy na Żarze w Międzybrodziu Żywieckim 28 i 29 sierpień 2010r.

Księga gości

Zobacz księgę | Dodaj wpis
Re: Piknik Lotniczy 2010
Zamieszczę oczywiście, ale w miarę wolnego czasu.

Piknik Lotniczy 2010
Panie Wojtku zamieści Pan jeszcze jakieś fotki z pikniku?

Diana
Jak ktoś się wszystkiego boi to nic nie zrobi, twardym ...

Reklama