Pozwoliłem sobie przedstawić gorący tekst Zdzisława Bednarczuka, napisany po wspaniałym 1000 kilometrowym locie:
Po dłuższym ochłonięciu chciałbym się podzielić info z mojego lotu. Z
Bielska do Częstochowy wyjechałem o godz.6 rano, ażeby po dotarciu na
miejsce o godz 8 natychmiast przystąpić w miejscu startu do montażu mojego
Ventusa 2cT. Przy pomocy miejscowego kolegi poskładałem ptaszka, zalałem
wodą z baniaków przywiezioną z Bielska / tak na obcych lotniskach najlepiej
być niezależnym / zadeklarowałem trasę przygotowaną dzień wcześniej, pomogłem
wyciągnąć holówkę, uzgodniłem z miejscowymi start i warunki przewidywane na
dzisiaj i o 9 15 nastąpił start zespołu. Pomny moich wcześniejszych
doświadczeń, że należy się w ciemno holować bo przecież hol na 1000m trwa
15min póżniej lot na 30km trasy kolejnych 15min i w tym czasie jeżeli
jeszcze nie wystapi termika to nic z długiego przelotu.Start o godz 10,czy
póżniej odbiera szanse na 1000km. Zawsze, a bylo tych prób przynajmniej 8-10
analizy SAT-24, NATO, ICM pozwalały mi przygotować się logistycznie czyli
wybrać 2 warianty trasy-nie trzeba więcej, ażeby nie dostać kręćka przed
lotem który wybrać, umówić się z holownikiem na godz 9, odłożyc sprawy
zawodowe, czy prywatne na póżniej bo przecież dla szybownika TEN DZIEŃ jest
NAJWAŻNIEJSZY !
Pragnę nadmienić, że już o 8 30 niebo nad Czestochową od południowej strony
zaczęło pokrywać się Cu, a już o 9 usiane było szlakami na kierunku NE-E
gdzie zamierzałem lecieć i już wiedziałem, że to jest ten dzień.Ten wariant
trasy Rudniki-Lublin-353 Rzerzeczyce-Zamość-Rudniki wybrałem ze względu na
szlaki które na tym kierunku miały się układać. Podstawy o tej godzinie
były na 700m tak, że hol na 1000m był nad Cu. Po wyczepieniu i odpaleniu
silnika dla jego zaakcentowania natychmiast poleciałem na trase z 1000m
linia startu 1km. Pierwsze noszenia, a leciałem pod szlakiem który jeszcze
nie pracował napotkałem na 20-25km i było ok 1m/sek po wycentrowaniu
1,5m/sek. Zostawiłem i poleciałem dalej gdzie na 30km było już
2,5m/sek. Dalej lot przebiegał książkowo maksymalnie po prostej niewielkie
dokrętki podnosząca się podstawa przeskakiwanie na inny szlak, który lepiej
pasuje do trasy przyglądaniu się martwym jeszcze lotniskom Kielce póżniej
o 11 30 ciągnące szybowce na start w Lublinie, ja miełem już 220km. Po
punkcie Radawiec z wiatrem 15km/godz to już była jazda więcej Cu może
bardziej rozlane spadłem na 600m i mam 3,5m/sek sufit i do przodu. Po
kolejnym punkcie zwrotnym niedaleko Częstochowy znowu pod wiatr pod tymi
samymi szlakami. Prędkość niezła 110km/godz i tak do Kielc i koniec super
jazdy. Szlaki rozlazłe nie wiadomo gdzie nosi coraz niżej, ale mam na
pocieszenie 3m/sek sufit i do przodu. Nad Sandomierzem tragiczny widok
zalanych miejscowości, póżniej martwe lotniczo lotnisko w Stalowej Woli i
coraz gorzej. KRYZYS. Lasy nie noszą trzeba patrzeć za polem do lądowania i
juz nie po chmurach, ale po ziemi szukam termicznych miejsc ręka na
zaworach z wodą, ale wiem, że jak zleję to mam z głowy 1000km i mam nad
polaną z piachem pomiędzy lasami 3,5m/sek i sufit aż błogo było osiągnąć
1800m. Zamość jakiś Juniorek na termice w słabych noszeniach, a tu czas goni
żeby zdążyć a tu chmur coraz mniej może 2/8 Cu za Wisłą musze odbić w
prawo / bo po kresce bezchmurna / od trasy żeby nie spaść za nisko i zaczęło
się człapanie. Wodę po trochę zlewam, chmury w wałki porozciągane nie
wiadomo gdzie nosi jeszcze szukam 2m/sek, ale przyjdzie mi się cieszyć z
1,5m/sek, muchołapki często pracują. Jeszcze bardziej w prawo od trasy gdzie
są chmury a tu jeszcze 150km do domu. Wiatr na szczęście pcha, woda poszła
już cała szkoda będzie znowu zakończyć na 920km. Mam słabe, ale jest
0,5m/sek bez wody Ventus 80km/godz w krążeniu już lepiej idzie do góry i
co za szczęście robi się 1 póżniej 1,5m/sek kłaki na 1600m i brakuje tylko
300m. Jeszcze bardziej w prawo od trasy gdzie jeszcze są rozlane
chmury - niech mi nikt nie mówi że widział Cu o 19 godzinie - one nie
noszą. Kombinuję, szukam w prawo w lewo następna chmura, nie zależy mi na
prędkości tylko te 300m GDZIE. Przeleciałem z wiatrem kolejne kilometry w
ZERZE a zero z wiatrem to zmniejsza się na 260m niedolot no to już jadę
przynajmniej będę miał 950km bo jeszcze trzeba 200m na odpalenie
silnika. Spokój cisza i mam do 0,5m/sek 60km dokręcam brakuje jeszcze
30m, ale już idę bo przedemną jakieś rozmyjce. Podtrzymuje i jest na plusie
30m. Cały lot do 600km jazda pośpiech kolejne 200km odpuszczenie póżniej
szukanie zer - typowa polska termika dużo czasu na przemyślenia. Henio
Muszczyński w 1980r na Jantarze 2b póżniej w 1990 Janusz Centka na
ASH-25, Staszek Zientek na DG-600/17m I TERAZ JA. Pełnia szczęścia można
nawet przekosiaczyć tylko wody brakuje na efekt. Prędkość się nie liczy,
jestem w domu zamknąłem trase jestem w KLUBIE 1000km. Zapraszam następnych
niesamowite wrażenie nawet teraz jak piszę łzy stają w oczach, że tyle
trudu - opłaciło się.
Gorące podziękowania kolegom z Częstochowy która to załoga nadaje się w
pełni do wyczynowego latania - warto tam jechać. Hol po tym locie gratis
szampan z Prezesem AP Włodkiem Skalikiem opowiadania radość. Dziękuję
wszystkim kolegom za gratulacje dyskusji z anonimami nie podejmuje. No i co
dalej jak króliczek już schwytany. Czy 1250km jest do zrobienia, a może 1000
po trójkącie...
Zdzisław Bednarczuk
Zdzichu ! Przyjmij gratulacje od sąsiada z drugiej - wschodniej strony lotniska w Aleksandrowicach.
Pozdrawiam
wg gorgol
Linki do artykułów w temacie:
http://www.gorpol.pl/?site=80&artykul=432
www.aeroklub-czestochowa.org.pl |